Kongres Kobiet o reformie emerytalnej - cz. I

W związku z toczącą się w Polsce debatą na temat reformy emerytalnej, będziemy prezentować opinie na jej temat pań - członkiń Rady Programowej Kongresu Kobiet. 

 

Danuta Huebner, Premier Gabinetu Cieni Kongresu Kobiet

 

fot. Nikodem Szymański

To nie jest reforma wyłącznie o charakterze fiskalnym. Jeżeli ją mądrze przeprowadzimy, to uruchomi ona zmianę cywilizacyjną w życiu społecznym, w życiu każdego z nas. Myślę też, że sprzeciw wielu Polaków na tym etapie jest zrozumiały, ale na pewno nie wolno nam go lekceważyć. Tę reformę trzeba postrzegać w kategoriach zmian cywilizacyjnych. Polska przechodzi, z powodu naszej historii, bardzo przyspieszoną modernizację. Normalnością dzisiaj staje się ustawiczne kształcenie. To, że wielokrotnie zmieniamy nasze kwalifikacje, miejsca pracy, właściwie coś, co jest tworzeniem i pożytkowaniem kapitału społecznego, trwa niemal całe nasze życie. Polska nie posiada ważniejszego zasobu niż coś, co nazywamy zasobem ludzkim.

Chcemy mieć pewność, że reforma będzie zrobiona mądrze, najlepiej. Myślę, że lęk społeczeństwa nie dotyczy bezpośrednio samych zmian, ale wiąże się z bakiem zaufania do państwa, uosobionego przez dzisiejszy Parlament, ale także przez przyszły rząd i przyszłe parlamenty, bo ta reforma będzie przecież trwała. Chcemy wiedzieć, że państwo potrafi mądrze tą całą wielką zmianą zarządzać i na wszystkich etapach tej reformy mądrze postępować.

Chciałabym, żeby sposób wprowadzania tej reformy, zbudował kapitał zaufania między społeczeństwem, między Polkami, Polakami i państwem, reprezentowanym przez rząd i Parlament.

 

 

Henryka Bochniarz, Wicepremier, Ministra Rozwoju Przedsiębiorczości i Innowacyjności w Gabinecie Cieni Kongresu Kobiet

 

źfot. Nikodem Szymański

Wiadomo, że reforma emerytalna jest w tej chwili absolutnie kluczowa do zrealizowania, czekamy na nią bardzo długo. Jest ona przykładem, jakie są koszty, kiedy nie ma odwagi, żeby wprowadzić pewne rozwiązania. Gdyby stało się to wcześniej, to nie byłoby tak trudnej sytuacji, zwłaszcza że wszystko to robimy w czasie kryzysu. Bardzo byśmy chciały, żeby ustawa emerytalna była otoczona rozwiązaniami, które przede wszystkim będą kreowały pracę. A wiadomo, że ta praca może być tylko wtedy, kiedy mamy do czynienia ze wzrostem gospodarczym. W związku z tym, wszystko to, co będzie służyło temu, by ten wzrost nie wynosił 3-4%, tylko więcej, musi mieć nasze poparcie. Tylko wtedy i my, i mężczyźni, będziemy mieli pracę.

 

Bardzo byśmy chciały żeby ta ustawa nie była kolejnym dzieleniem na niby-upodmiotowionych mężczyzn i nieupodmiotowione kobieyt, lecz by była sygnałem, że naprawdę idziemy w kierunku polityki równościowej.

 

To, co się dzieje na rynku pracy i w demografii, nie pozwala nam na żadne inne rozwiązania. Jeśli nie wydłużymy tego wieku, alternatywą są tylko i wyłącznie głodowe emerytury.

 

Sądzę, że nikt nie będzie kwestionował tego faktu, że w ciągu najbliższych 10 lat z pracy ubędzie ok. 1,5 mln ludzi, że mamy coraz mniej dzieci i w związku z tym ktoś na te emerytury musi zarobić. My musimy na nie zarobić.

 

Małgorzata Fuszara, Ministra ds. Równości i Przeciwdziałania Dyskryminacji

 

fot. Nikodem Szymański

To nie jest oczywiście pierwsza dyskusja o wyrównaniu wieku emerytalnego, w której uczestniczę, dlatego, że takie pomysły były oczywiście wcześniej. 67 jest nowością, natomiast w przeróżnych propozycjach reformy były rozpatrywane takie możliwości wyrównania wieku emerytalnego dla kobiet i dla mężczyzn. Między innymi dlatego, że od tego zależy wysokość emerytur. Zawsze pojawia się jednak problem konieczności obudowania tego innymi rozwiązaniami, tzn. tego, żeby towarzyszyło temu rozbudowanie struktury opiekuńczej nad dziećmi i nad osobami starszymi, co daje po prostu możliwość kobietom pracowania w lepszych warunkach.

 

Na wysokość emerytur ma ogromny wpływ oczywiście wysokość zarobków. Kobiety zarabiają mniej mimo że są lepiej wykształcone. Takie proste porównanie wskaźników pokazuje, że w 2000 latach, w niektórych, zwłaszcza nawet w tych najwyższych kategoriach wykształcenia różnica się zwiększa pomiędzy zarobkami kobiet i mężczyzn. Nie ma systemu monitorowania tych różnic. Nie ma systemu dochodzenia do tego, żeby luka płacowa się zmniejszała. I to jest jeden z podstawowych problemów na rynku pracy.

 

Agnieszka Graff, członkini Rady Programowej Kongresu Kobiet

 

źródło: kobiety-kobietom.com

Myślę, że bardzo wiele z nas uważa, że jest cały szereg świadczeń, który należy się ludziom, a w szczególności kobietom, bo to one zajmują się osobami zależnymi od państwa. I to nie jest pomoc, tylko udział w dobru ogólnym, jakim jest nasz wspólny majątek. Otóż w ciągu ostatnich 20 lat, ten rodzaj świadczeń został w Polsce zastąpiony przez pomoc, tzn. traktuje się wychowywanie dzieci czy opiekę nad osobami starszymi, jako siedzenie w domu i jeżeli ktoś ma bardzo mało pieniędzy, to państwo mu coś dorzuci. Ta reforma, te 7 lat różnicy, które tak ludzi oburza, to jest moment, w którym ten fakt dociera do świadomości zbiorowej. One nie chcą w tym czasie leżeć pod palmami. One w tym czasie łatają dziurę w budżetach domowych, wykonując tę ogromną pracę opiekuńczą, która jest traktowana przez neoliberalne państwo jako siedzenie w domu. Jeżeli zaczniemy myśleć poważnie o opiece, jako o pracy, która musi być przeliczalna na pieniądze, a nie tylko jak chce PSL na lata, bo to jest kalkulacja absurdalna. Kobiety przestały w Polsce rodzić dzieci nie dlatego, że zachciało im się karier albo właśnie leżenia pod palmami, tylko dlatego, że państwo polskie nie traktuje pracy opiekuńczej jako pracy. Traktuje te kobiety, jako bezczynne i nie daje im żadnego wsparcia. I chciałam bardzo krótko przytoczyć 5 faktów, które ja osobiście uważam za szokujące, i które są powszechnie znane. Polska ma najniższy w Europie wskaźnik aktywności kobiet na rynku pracy. Jeśli chodzi o kobiety, które są matkami dzieci w wieku 0-3, to jest tylko 44% kobiet, które są w ogóle aktywne na rynku pracy. W Polsce różnica wynagrodzeń między kobietami a mężczyznami wynosi 23%. To jest sporo więcej niż średnia europejska, a średnia europejska w tej chwili, nad którą różne agendy Unii debatują i bardzo są nią zaniepokojone to jest 18%. Po trzecie, jesteśmy absolutnie na szarym końcu w Unii Europejskiej, jeśli chodzi o wskaźniki opieki nad małymi dziećmi. Dla dzieci w wieku żłobkowym ta instytucjonalna opieka, której dostarcza państwo, czyli żłobki, to jest 2%. To jest absolutny skandal. We Francji to jest ok. 80%. Jeśli chodzi o dzieci w wieku przedszkolnym, mówię o latach 3-5, to jest 40%. Znowu państwa europejskie, które staramy się gonić, mają próg bliżej 90%. Te pozostałe 60% to są kobiety, które nie pracują. I wreszcie mamy dwutygodniowy urlop ojcowski, w tym roku przedłużony z tygodnia do dwóch tygodni. W państwie, które właśnie chce wyrównać wiek emerytalny traktujemy mężczyzn, jako całkowicie zwolnionych z funkcji opiekuńczej. Te 5 faktów, to jest tylko wierzchołek góry lodowej, która polega na tym, że w Polsce kobiety wykonują dwa typy pracy, w tym jedna jest o ¼ niżej płatna niż ta sama praca mężczyzn, a druga jest całkowicie bezpłatna. W tej sytuacji myślę, że trudno się dziwić, że kobiety w Polsce nie chcą rodzić dzieci.

 
Diversity Index
Nasze Postulaty