Polski English Français
Kongres Kobiet
Kongres Kobiet

  

Loading

“Miłość nie wyklucza” - relacja z sesji na VII Kongresie Kobiet

Dodano: 8 października 2015

Moderacja – prof. Monika Płatek, udział – prof. Ewa Łętowska, Aneta Ostrowska, dr Maria Pawłowska, Elżbieta Szczęsna, dr Ewa Woydyłło-Osiatyńska, Anna Zawadzka, Piotr Pacewicz

– Artykuł 18. Konstytucji mówiący o ochronie i opiece RP nad małżeństwem, rodziną to papierowy tygrys wyjmowany w dyskursie politycznym – mówiła profesor Ewa Łętowska w czasie sesji "Miłość nie wyklucza" VII Konkresu Kobiet, tłumacząc, iż tylko od chęci i woli politycznej zależy prawidłowa interprestacja prawa tak, by nie uznawać, iż ten tekst Konstytuacji jest jednocześnie zakazem zawierania małżeństw jednopłciowych. 

A Anna Zawadzka od 20 lat żyjąca w szczęśliwym związku jednopłciowym oceniła: – Lesbijkom i gejom w Polsce żyje się strasznie. Ich rodzciom jeszcze gorzej.

Tę jedną z bardziej poruszających sesji Kongresu rozpoczęła dr Maria Pawłowska, biolożka, m.in. wykładowczyni Gender Studies

Państwowej Akademii Nauk, edukatorka seksualna, ekspertka Instytutu Spraw Publicznych, z doświadczeniem jako wykładowczyni z University of Cambridge. Wyznała ona, że "oblewają ją fale furii", gdy słucha polskich parlamentarzystów, parlamentarzystek i osób publicznych mówiących  o nienaturalności homoseksualizmu. Dr Pawłowska zwróciła uwagę na niedokładne chyba rozumienie w tym wypadku pojęć "naturalne" i "nienaturalne". Jeśli "naturalne" jest to, co występuje w naturze, to jesteśmy gatunkiem ssaka - homo sapiens, więc wszystko, co czynimy, może być na swój sposób interpretowane jako naturalne. 

– Ale, nawet jeśli pominąć ten aspekt – kontynuowała dr Pawłowska – to nasz najbliższy krewny, szympansy bonobo, z którym mamy ponad 98 proc. wspólnego DNA – czyli, tak generalnie, to jest plus minus to samo – odbywa procentowo więcej stosunków homoseksualnych niż heteroseksualnych. 

Maria Pawłowska mówiła także o innych gatunkach zwierząt, ponad tysiącu, u których obserwuje się skłonności do odbywania stosunków homoseksualnych, nie tylko jednorazowych, ale dotyczących związków trwających całe życie. 

Brawa wzbudziło stwierdzenie dr Pawłowskiej, że zachowanie ludzi, którego nie stwierdzono u innych gatunków, to ... homofobia. 

– To nie jedyne, w czym odstajemy od innych zwierząt, bo czy naturalne jest np. to, co państwo z własnej woli robią w tej chwili, czyli siedzą państwo w ciemnej sali bez okien na krzesłach z plastiku – przerobionych  zmarłych miliony lat temu zwierząt – bez dostępu do świeżego powietrza? To nie jest naturalne w tym sensie, że z własnej woli tego nie robi żaden inny gatunek. Żaden inny gatunek nie nauczył się też pisać listów miłośnych, oglądać telelewizji, słuchać radia z własnej woli – tak, żebyśmy o tym wiedzieli. Ale – podsumowała dr Pawłowska – jedyny aspekt zainteresowania "naturalnością", którym interesują się, szczególnie osoby publiczne, to cudze życie seksualne. 

Maria Pawłowska uznała, że jest to z punktu widzenia biologii bardzo łatwe do podważenia, a z punktu widzenia polityki – ohydne. 

Jednocześnie biolożka podkreśliła, że np. kazirodztwa czy gwałtów nie legitymizuje, na szczęście, to, że może do nich dochodzić w przypadku innych gatunków. Stwierdziła też, że nie ma być powodem do uznania związków jednopłciowych fakt, iż wśród innych gatunków są relacje homoseksualne. Jej zdaniem, tego typu związki, to prawo człowieka i nie powinno się w rozmowach na ten temat "bezzasadnie wycierać sobie buzi biologią". 

Moderująca sesję profesor Monika Płatek uzupełniła, że koniecznym jest zdanie sobie sprawy z tego, iż człowiek ma orientacje seksualne, które są "równie ważne, choć nierównoliczne": heteroseksualną, homoseksualną, biseksualną, aseksualną. – Z różnic w liczności nie powinno się wyciągać daleko idących wniosków. 

Pani profesor zwróciła też uwagę, jak często swoje "niskie, wąskie myślenie" uzasadnia się "wolą boską". Jako przykład na który często powołują się chętni do takich uzasadnień, zacytowała fragment Biblii: "Nie łudźcie się! Ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy, ani rozwięźli, ani mężczyźni współżyjący z sobą, ani złodzieje, ani chciwi, ani pijacy, ani oszczercy, ani zdziercy nie odziedziczą królestwa Bożego." Ten cytat Monika Płatek uznała za passus, przypominając jasne słowa przykazania: "Kochaj bliźniego swego, jak siebie samego"....

Kolejna uczestniczka sesji, profesor nauk prawnych Ewa Łętowska, odniosła się do tekstu Konstytucji, interpretowanego często jako zakaz małżeństw jednopłciowych. Chodzi o artykuł 18.: "Małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej." Jak wyjaśniła pani professor, wie ona dokładnie, w jaki sposób ten tekst powstał, jak był przygotowywany, przypomniała swoje ponad pięćdziesiącioletnie doświadczenie zawodowe i fakt, iż widziała już różne interpretacje prawa i oświadczyła z całą pewnością, iż przepis powstał z inną intencją, powinien być inaczej interpretowany, niż jako zakaz zawierania małżeństw jednopłciowych. Tymczasem: – Ten przepis stał się się przedmiotem hasłowego wręcz manifestu, jakoby wyrażał zakaz małżeństw jednopłciowych – powiedziała. Zwróciła też uwagę, iż stwierdzenie o "małżeństwie jako związku kobiety i mężczyzny" oznacza "pewien status dla małżeństw hetero: – Odonosi się do pewnej postaci małżeństwa, ale nie jest jego definicją. 

Ewa Łętowska tłumaczyła następnie, że art. 18. Konstytucji nie mówi o tym, iż inny rodzaj małżeństw miałby być wykluczony spod opieki państwa i zakazany: – Z tego nie wynika zakaz regulowania w ustawodawstwie zwykłym innych typów i postaci związków. 

Brawami nagrodzono konkluzję profesor Łętowskiej, która stwierdziła, że nie jest potrzebna zmiana artykułu 18. Konstytucji RP, a tylko polityczna wola, możliwości ustawodawcze, by wprowadzić odpowiednią ustawę.

Profesor uznała też: – Dyskurs publiczny dał sobie wmówić tę jedną, jedyną interpretację. Więcej, temu właśnie złudzeniu – przepraszam, zdradzę tutaj tajemnicę – uległa nawet nasza przewodnicząca przy wielu okazjach mówiąc, że trzeba zmienić art. 18. Także pan Bodnar, mój następca jako rzecznik praw obywatelskich – też usłyszałam, jak w czasie swojej kampanii mówi o art. 18. jako przeszkodzie. Ja nie chcę przez to powiedzieć, że Konstytucja nakazuje uznawanie małżeństw jednopłciowych. Ja nie chcę przez to powiedzieć, że małżeństwa jednopłciowe mają już w tej chwili status podobny do małżeństw hetero. Ja tylko mówię, że art. 18. to papierowy tygrys, którego się wyciąga w dyskursie prawnym i politycznym po to, żeby mnożyć przeszkody: bo oto Konstytucja nam zabrania. Konstytucja nie zabrania. Zabrania wola polityczna, nasza własna chęć, może inne okoliczności, których nie wyliczam. 

Jak uznała profesor Łętowska, manipulacjom podobnym do tej, jakie mają miejsce przy rozmowach o art. 18 ulega też wiele instytucji prawa i wiedzy o prawie, także polskie sądy, sędziowie. – Ja nad tym bardzo boleję – zakończyła. 

O tym, jak w Polsce wygląda kwestia osób LGTB i ich rodzin mówiła Aneta Ostrowska, mama Wiktorii, współzałożycielka i wiceprezeska Stowarzyszenia Akceptacja, zrzeszającego rodziny i przyjaciół osób LGBT. Jej wystąpienie było bardzo poruszające. Opowiadała m.in. tym, jak w styczniu 2013 r. wraz z córką i jej partnerką przysłuchiwała się debacie w Sejmie n/t związków partnerskich, gdzie padały wypowiedzi parlamentarzystów, np. Roberta Biedronia, który dawały nadzieję na zmiany prawne w tym temacie. Ale z mównicy sejmowej, jak mówiła Aneta Ostrowska, padały również zdania o tym, że "związki jednopłciowe są sprzeczne z naturą, że homoseksualizm od wieków uważa się za poważne zepsucie, że społeczeństwo nie może fundować słodkiego życia jałowym i nietrwałym związkom osób, z których społeczeństwo nie ma żadnego pożytku...." Tego typu wypowiedzi pokazywane w mediach sprawiały, że wielu znajomych chciało okazać wsparcie Wiktorii. Aneta Ostrowska zacytowała jeden z otrzymanych wówczas SMSów: “Zatkaj uszy Wiktorii, niech tego nie słucha!” Ja mogłam ją przytulić, zatkać uszy, udzielić wsparcia, bo byłam z nią wtedy. Ale ile osób w Polsce, np. w małych miejscowościach nie miało wsparcia, ile, być może, targnęło się wtedy na własne życie? Ilu homofobów tego dnia dostało argumenty za swoimi uprzedzeniami, swoimi opiniami? Wg mnie, tego dnia w Sejmie została usankcjonowana mowa nienawiści...

Panelistka przypomniała też, że w tym roku w Dniu Matki odrzucono jakąkolwiek debatę n/t związków partnerskich. Wyznała, iż poczuła się oszukana przez posłów z którymi rozmawiała, przez partię obiecującą, iż ten problem zostanie pozytywnie rozwiązany. Z żalem mówiła też o tym, iż prawo do dumy ze ślubu córek mieli Aleksander Kwaśniewski, Ewa Kopacz. – A co ja mogę zrobić? – pytała. – Otóż chodzę wszędzie, także dzisiaj tu i opowiadam o swoich prywatnych, intymnych sprawach. Uczestniczę we wszystkich mozliwych konferencjach, panelach, rozmowach z posłami – to jest mój wkład w ewentualne wesele mojej córki jedynaczki. 

Aneta Ostrowska przypomniała też o ewentualnym spełnianiu marzeń par hetereseksualnych poprzez danie im ostatnio prawa do zawierania ślubów poza USC. – To piękne i ja się z tego cieszę – powiedziała. – Ale dajcie też coś naszym dzieciom! 

Oceniła też, że, mimo iż jej rodzina płaci podatki, chodzi na wybory, nic nikomu złego nie uczyniła, to w chwili, gdy jej córka się zakochała w osobie tej samej płci, rodzinie zostały bez winy i wyroku sądu odebrane prawa obywatelskie. Córka, po czterech latach związku nie może go zalegalizować. – Nie chcemy żebrać o prawa do szczęścia dla naszych dzieci. Państwo nie musi nam pomagać, ale niech nie utrudnia nam życia – zaapelowała. 

Kolejna panelistka Elżbieta Szczęsna, prezeska Stowarzyszenia Akceptacja, zwróciła uwagę m.in. na to, że Konstytucja gwarantuje równość wszystkim, ale w praktyce są tacy, którzy są równiejsi. Uznała też, iż związki partnerskie, a jeszcze bardziej likwidacja zakazu małżeństw jednopłciowych ma nie tylko znaczenie praktyczne, ale też symboliczne: uznanie prawa do zawierania tych związków między lesbijkami i gejami jest znakiem, że te związki miłosne są społecznie wartościowe i podlegają pełnej ochronie państwa. Elżbieta Szczęsna, matka geja, wspomniała, iż kiedyś w różnych krajach zakazane były np. związki ludzi różnych ras czy wyznań. Przypomniała rozmowy z rodzicami lesbijek i gejów, które od lat prowadzi i strach przed coming outem związany m.in. z opiniami sąsiadów, znajomych, bliskich, ale też z poczuciem bezpieczeństwa i myślą o przyszłości dzieci. Opowiedziała o jednej z rozmów – z matką geja, przerażoną ujawnieniem orientacji syna, ponieważ jej mąż był żołnierzem, a – wg niej – opinia tego właśnie środowiska n/t osób LGTB jest jednoznaczna. Podając jeszcze inne przykłady rodziców, którzy, deklarując miłość, akceptację wobec swoich dzieci jednak bardzo boją się ujawnienia ich orientacji, Elżbieta Szczęsna wyjaśniła, dlaczego przytacza te przykłady: – Otóż wszyscy ci ludzie, o których mówiłam, czuliby się zupełnie inaczej, gdyby mogli powiedzieć o tym otwarcie, gdyby mogli powiedzieć: "Państwo akceptuje związki naszych dzieci."

 

Profesor Monika Płatek – zanim zapowiedziała kolejną uczestniczkę sesji – uznała, że Kongres Kobiet ma ogromny wpływ na ewentualne zmiany w prawie i podejściu do związków jednopłciowych. Obrazowo wyjaśniła opory w tych kwestiach: – Związki homoseksualne zagrażają rodzinie? Tak. Rodzinie patriarchalnej, w której ktoś musi być głową. Związek dwóch mężczyzn wprowadza chaos, no bo kto w nim jest głową? Mężczyzna, który dowodzi innym mężczyzną? Niemożliwe. A związek dwóch kobiet? Jak to, bez głowy?

O opowiedzenie jak to jest w związku dwóch kobiet, pani profesor poprosiła Annę Zawadzką, która od 20 lat żyje ze swoją partnerką. Jej emocjonalne wystąpienie wzbudzało wiele wyraźnej sympatii okazywanej głośnymi brawami, a także...odśpiewaniem 100 lat jej i partnerce. Anna Zawadzka powiedziała, że można ją sobie dokładnie obejrzeć dookoła, a w kuluarach także dotykać jako "żywy obraz lesbijki". Uznała za bardzo pozytywny objaw fakt, iż kwestia związków jednopłciowych pojawiła się nareszcie w głownym panelu Kongresu Kobiet – podziękowała za to. Dziękowała też profesor Ewie Łętowskiej za opinię n/t art. 18 Konstytucji i przedstawioną interpretację tego artykułu. Cieszyła się też z okazywanej na Kongresie akceptacji: – Bo – powiem wam szczerze – że lesbijkom i gejom żyje się w Polsce strasznie, ale jeszcze gorzej żyje się rodzicom osób homoseksualnych. Zachęciła do korzystania z możliwości dostania nieodpłatnie na Kongresie Kobiet książki "Miłość nie wyklucza" i zapoznawania z nią innych, np. rodziców osób homoseksualnych. –Wysyłajcie ją nawet na swój koszt różnym homofobom – dodała. Brawami nagrodzono też jej wypowiedź dotyczącą nadziei, iż temat związków homoseksualnych będzie zawsze obecny na Kongresie Kobiet, ale też, że może kiedyś przestanie być aktualny: – Zbliżają się wybory i tylko wasz głos może zdecydować o tym, jak będą interpretowane różne przepisy. 

Wracając do tematu, jak żyje się w Polsce lesbijkom, panelistka powiedziała m.in. o ukrywaniu się lesbijek, o utracie pracy, co dotknęło ją samą. Mówiła, że ją z pracy w szkole zwolnił ksiądz, który poszedł do wójta domagając się tego zwolenienia i uzasadniając, że jest ona lesbijką. Mówiła też o tym, jak zachowanie dorosłych wpłynęło na dzieci, które – gdy odbierała swoje dokumenty – stały pod szkołą i śmiały się z niej. Następnie zwróciła się do rzecznika praw obywatelskich, Adama Bodnara, stwierdzając, że nie klaskała po jego niedawnej wypowiedzi podczas Kongresu Kobiet, bo nie padło tam nic na temat związków partnerskich: – No ratunku! Co się z panem stało, panie Bodnarze?! – pytała. Nawiązując do sprawy konieczności ukrywania z różnych względów orientacji, powiedziała też: – W Smoleńsku zginęły i zginęli lesbijki i geje, i nikt o tym nie mówi. Napisałam o tym artykuł i żadna gazeta mi tego nie wydrukowała. Tylko "Gazeta Wyborcza" napisała artykuł o artykule, który nie zaistniał. 

Na panel Anna Zawadzka przyszła z ogromnym bukietem kwiatów, który, z okazji urodzin, "kolejnych osiemnastych" chciała wręczyć swej partnerce po zejściu ze sceny. Jednak obecni na sali prosili, by zrobiła to od razu i odśpiewali "Sto lat" obydwu paniom. 

Odnosząc się do słów Anny Zawadzkiej n/t Adama Bodnara, profesor Monika Płatek powiedziała o tym, że ceni i lubi nowego rzecznika praw obywatelskich. Stwierdziła, że może on dużo zrobić, ale "musi ktoś do niego przyjść. Dobrze więc jest, zamiast krzyczeć na niego, zjawić się i złożyć papier, wskazać, gdzie sprawa, którą się opisuje, jest niezgodna z Konstytucją". 

Następnie Ewa Woydyłło-Osiatyńska, psycholożka, zaproponowała, by zastanowić się nad słowem "rodzina". Przestrzegła, by przy tej okazji nie wpadać w stereotypy, które określiła jako coś bardzo złego: – Stereotyp to jest straszne ułatwienie, ponieważ wyłącza myślenie. Stereotyp rodzinnny funkcjonuje w sposób zupełnie odbiegający od rzeczywistości – wyjaśniała. Mówiła też o wszczepianiu stereotypu dotyczącego rodziny, o jego "celowym nadużywaniu propagandowym, które pierze nam mózgi. "Przypomniała sondaż przeprowadzony kiedyś w USA, w trakcie którego doliczono się 86 typów rodziny. Wspomniała też o zakupie na Kongresie Kobiet książki dla dziecka wydanej przez Czarną Owcę "To wszystko rodzina" A. Maxeiner: – Obejrzałam ją pobieżnie, ale uważnie, w skupieniu i doliczyłam się, że ta książeczka pokazuje 19 typów rodzin – powiedziała, dodając, że używając stereotypu, posługujemy się tylko małym wycinkiem wiedzy, który absolutnie nie odnosi się do całości. Porównała też stosowanie słowa "rodzina"  do słowa "jedzenie", które dla każdego oznacza co innego i, podobnie jak "rodzina",  nie jest dla każdego zawsze tym samym, bo tak, jak różne obrazy kojarzą sie z pojęciem "jedzenie", tak rodziny są różne: rodzina homoseksualna, małżeństwo heteroseksualne, rodzina patchworkowa, bądź rodzina z dziećmi adoptowanymi: – Tym Rodzinom przez duże "R" 18 artykuł gwarantuje opiekę państwa – podsumowała Ewa Woydyłło i znowu rozległy się oklaski. Psycholożka dodała, że w jej klasie maturalnej nie było dziewcząt, które miałyby ojców: – Szkoła była w Szczecinie i wszystkie moje koleżanki, tak, jak ja, przybyły z mamami z jakichś zesłań, zsyłek, Wileńszczyzny, Syberii. I to też były rodziny. 

Ewa Woydyłło zachęciła, by "pojęciem "rodzina" posługiwać się w sposób światły, świadomy, rozumiejąc, że jest to pojęcie abstrakcyjne, jak właśnie "jedzenie". Jako inne przykłady rodzin nie przystających do stereotypów, panelistka przypomniała choćby rodziny opisywane w jej ulubionych książkach dzieciństwa: "Przygody Tomka Sawyera", "Ania z Zielonego Wzgórza". 

 – Nawet wzór wzorów – Jezus – żył w nienormalnej rodzinie, wg polskiego parlamentu, bo nie miał biologicznego ojca – dodała.  Uznała też: – Mamy chronić rodzinę taką, jaką ona jest. 

Psycholożka zachęcała do tego, by nie bać się zabierania głosu w tej sprawie, zwłaszcza, że rodziny cierpią, gdy cierpią dzieci. Podkreśliła, że głos zabiera i Kongres Kobiet i inne organizacje, jak Akceptacja czy prawnicy np. profesor Płatek, ale wypowiedzi w kwestii rodziny rozumianej bardzo szeroko wciąż jest za mało. 

Jako last but not least, głos na sesji "Miłość nie wyklucza", zabrał Piotr Pacewicz, psycholog, dziennikarz, komentator, obrońca praw człowieka. Uznał panel za wspaniały, a następnie bardzo wyraźnie pokazał czym i jaka jest tolerancja pozorowana. Przypomniał wypowiedzi prezydenta Andrzeja Dudy, który pytany o swój stosunek do osób homoseksualnych, o możliwość zatrudnienia ich w kancelarii najpierw powiedział, że nie zamierza nikogo pytać o orientację seksualną, ani o to, kto z kim jak żyje, że przy zatrudnianiu ludzi liczą się kwalifikacje, fachowość, by następnie dodać pamiętne: "Nie wyobrażam sobie, żeby mi ktoś półnagi paradował po kancelarii, ale przekraczanie norm obyczajowych jest niesmaczne bez względu na orientację". 

Panelista przypomniał też, że Andrzej Duda deklarował, iż "spotka się z gejami, usiądzie z nimi przy jednym stole, że są takimi samymi ludźmi jak on, ale też, że powie im szczerze, iż nie zgadza się na małżeństwa jednopłciowe ani związki partnerskie, ale, że w ramach ułatwiania życia, byłoby może możliwe uznanie statustu osoby najbliższej."

– Ta wypowiedź głowy państwa może w pierwszej chwili wyglądać na lapsus, głupi żart, może jakąś prowokację, ale może jest inaczej? Obawiam się, że jest inaczej. Ale zanim do tego przejdę, zróbmy małe ćwiczenie z wyobraźni – mówił Piotr Pacewicz i zaproponował wyobrażenie sobie, że dziennikarz pyta prezydenta np. o to, czy przyjaźni się z kobietami, a ten odpowiada, że zna wiele kobiet, że też są ludźmi, płeć nie ma znaczenia. I że pada kolejne pytanie – czy zatrudniłby kobiety w swej kancelarii i że mogłaby znów paść odpowiedź np. taka: "Chyba nie wyobraża pan sobie, że będę się skupiał na tym czy to jest kobieta czy mężczyzna. Sprawdzę kwalifikacje, fachowość, nie będę zwracał uwagi na płeć. Oczywiście, nie wyobrażam sobie, żeby mi ktoś w kancelarii zawracał głowę głupimi pytaniami, ale taka gadatliwość byłaby niesmaczna bez względu na płeć." – A ktoś starszy wiekiem? “Oczywiście, ale nie wyobrażam sobie aby ktoś mi chodził po kancelarii z chodzikiem albo w pampersie” – kontynuował swoje ćwiczenie wyobraźni Piotr Pacewicz. – A Żydzi? “Oczywiście, ale nie wyobrażam sobie, aby mi ktoś w kancelarii śmierdział czosnkiem.” – A Romowie? “Oczywiście, ale nie wyobrażam sobie, żeby mi ktoś w kancelarii sztućce podkradał”...

– Wydaje mi się, że takiej wypowiedzi prezydenta na temat Żydów, Romów, kobiet nie mogło by być, a gdyby tak się o kobietach wypowiedział, to Kongres Kobiet wydałby kategoryczne oświadczenie i byłaby z tego niezła draka. Tymczasem ta wypowiedź o gejach przeszła właściwie panu prezydentowi na sucho – ocenił Piotr Pacewicz, tłumacząc, iż jego zdaniem stało się tak dlatego, że postawa prezydenta wpisana jest w opinie wielu Polaków, u których poparcie dla związków partnerskich i małżeństw homoseksualnych jest niskie, co wynika m.in. z tego, że większość jest przekonana, iż Polska jest hetero. 2/3 pytanych w jednym sondaży uważało, że małżeństwa czy związki homoseksualne, to "fanaberie krajów zachodnich", a 3/4 uznało, że "legalne w Polsce zgodnie z naszą tradycją i moralnością mogą być tylko małżeństwa czy związki kobiety i mężczyzny." Jak zauważył Piotr Pacewicz, przy okazji tych postaw występuje bardzo silna identyfikacja z polskością. 

Dziennikarz przypomniał inny sondaż z 2015 r. Jego wyniki pokazały, że prawie 3/4 badanych zgadza się na to, by ich sąsiadem była osoba homoseksualna, ale ta akceptacja spada o połowę, gdy pada pytanie o zgodę na sąsiadów będących parą homoseksualną. Jak ocenia Piotr Pacewicz, jest to pewnym paradoksem, bo akceptacja powinna wzrosnąć, skoro sąsiedzi będący parą, de facto, pokazują chęć stabilizacji. Tymczasem chodzi o to, że wielu ludzi nie życzy sobie pokazywania na zewnątrz stylu życia par homoseksualnych np. pocałunku, muśnięcia dłoni, rozumując w ten sposób: – Nie pokazujcie, a my będziemy udawać, że tego nie ma. 

Najlepszym chyba podsumowaniem całej sytuacji w Polsce – niechęci do legalizowania związków jednopłciowych, stosunku do lesbijek, gejów – jest określenie Piotra Pacewicza: nowoczesna homofobia. Zdaniem panelisty jest ona związana z tym, że wiele Polek i Polaków przekonanych jest o swojej tolerancji, mając poczucie krzywdy, iż osoby LTGB jej nie dostrzegają i oskarżają je o roszczeniowość. Postawa wielu Polaków: "Nie mam nic przeciw gejom i lesbijkom, ale niech tak się nie eksponują" jest w istocie tym, co Piotr Pacewicz nazwał "obrazem rozszalałych nagusów w kancelarii prezydenta", czyli udawaniem tolerancji. 

Akceptujemy was, ale...

Na sali Torwaru w czasie VII Kongresu Kobiet i sesji "Miłość nie wyklucza" nie było żadnego "ale".

I nie było ani nowoczesnej, ani żadnej innej homofobii. 

Było ciepło, była serdeczność, akceptacja, oklaski, wsparcie. 

Aleksandra Aida Zawisza