Polski English Français
Kongres Kobiet
Kongres Kobiet

  

Loading

20-lecie Fundacji przeciwko Handlowi Ludźmi i Niewolnictwu „La Strada” - relacja z sesji na VII Kongresie Kobiet

Dodano: 21 października 2015

La Starda została założona w Polsce dokładnie 11 września 1995 r., a więc kongresowe spotkanie odbyło się dokładnie w dniu urodzin Fundacji, której uczestniczki VII Kongresu złożyły gratulacje i serdeczne życzenia.

Pierwsze pytaniem zadane przez Ewę Siedlecką („Gazeta Wyborcza”) dotyczyło zmian, jakie dokonały się przez 20 lat działalności Fundacji związanej z przeciwdziałaniem handlowi ludźmi w Polsce. Zdaniem Ireny Dawid-Olczyk, prezeski Fundacji, problem handlu na pewno istnieje  już w powszechnej świadomości, co jest podstawową zmianą. Panelistka dodała też, że obecnie handel ten ma w naszym kraju inne formy: coraz częściej to cudzoziemcy są ofiarami, a poza tym problem nie dotyczy już tylko zjawiska seksbiznesu, ale – w co raz większym stopniu – pracy przymusowej. Zdaniem obydwu działaczek La Strady nie zmieniło się jednak to, że Polacy wciąż są ofiarami handlu ludźmi w Europie Zachodniej. A ludzie cały czas migrują. Joanna Garnier zwróciła też uwagę na to, że wciąż trudno jest prowadzić pracę o charakterze profilaktycznym – to pozostaje niezmienne.

Obie rozmówczynie przyznały rację Ewie Siedleckiej, że ludziom wciąż ciężko jest zrozumieć ten problem i patrzeć na ofiarę handlu jako na niewolnicę a nie prostytutkę. Irena Dawid-Olczyk stwierdziła, że działa tu analogiczny mechanizm jak ten dotyczący ofiar przemocy seksualnej – gwałtu (to ofiara jest winna). A rzeczywistość w wielu przypadkach jest inna niż sobie wyobrażamy – np. w powszechnym przekonaniu ofiara nie jest w stanie polubić prostytucji i nie będzie się starać przerwać tego procederu, a tymczasem – jak się okazuje – niektórym osobom zaczyna się to podobać (zjawisko podobne do syndromu sztokholmskiego)… Innym typowym wyobrażeniem jest to, że ofiary zawsze są porywane, kiedy w rzeczywistości bywa tak, że zostały one namówione przez znajomych do wyjazdu w takim a nie innym charakterze. Kolejny stereotyp – to nie ofiara sama się uratowała, ale to zawsze ktoś ją uratował.

Następnie red. Ewa Siedlecka zapytała panelistki, jakie są inne grupy zagrożone zjawiskiem handlu oprócz imigrantów, których w Europie w ostatnim czasie bardzo przybywa. Zdaniem działaczek La Strady, w rzeczywistości bardziej zagrożone jest życie osoby przemycanej niż ofiary handlu ludźmi, ponieważ po uiszczeniu opłaty przemytnikowi nikt nie interesuje się, czy przemycana osoba przeżyje podróż (a w handlu w interesie handlarza jest to, aby ofiara przeżyła, bo inaczej inwestycja się nie zwróci).

Irena Dawid-Olczyk do nowych grup zagrożonych handlem dodała osoby, które nie chcą wracać do kraju, by uniknąć służby wojskowej. Osoby te często są ofiarami przemytników na Zachodzie. Kolejną grupą są zmuszane do fałszywych małżeństw kobiety, które doświadczają przemocy fizycznej i seksualnej.

 Dużo uwagi prelegentki poświęciły poza tym tematowi dotyczącemu pracowników zagranicznych – ich dyskryminacji, jako że La Strada często prowadzi z pracodawcami negocjacje w sprawie warunków pracy migrantów. Działaczki Fundacjo zwróciły uwagę na powszechne i łatwe do zaakceptowania jest przekonanie, że migrant nie powinien zarabiać tyle co Polak. Natomiast w przypadku ukraińskich pomocy domowych często dochodzi do sytuacji, gdzie nie udziela im się dnia wolnego i przetrzymuje paszporty. Jest to jednak grupa, która rzadko zgłasza się do Fundacji. Na dowód tego, że łatwiej wykorzystuje się osoby odizolowane od reszty społeczeństwa przytoczono przykłady z przetwórni drobiu na Śląsku, w której wykorzystywano Ukraińców oraz przykład producenta torebek z Bydgoszczy, który wykorzystywał Wietnamczyków. Joanna Garnier wyjaśniła, że negocjacje powiodły się, ponieważ za migrantami stała polska instytucja, jednak często – dopóki pracodawcy mogą (nie są za to karani) – wykorzystują pracowników-migrantów bez skrupułów.

Następnie uczestniczki spotkania poruszyły kwestię Filipinek i Chinek sprowadzanych do Polski „na zamówienie” w związku z coraz większą modą na egzotyczne pomoce domowe. Przytoczono też historię Filipinki pracującej w Warszawie w ambasadzie Kuwejtu, która trafiła do Fundacji tylko dzięki pomocy przypadkowego przychodnia („ale ilu z nas pomoże płaczącej na ulicy Filipince?!”). Nawiązując do tej kwestii, Irena Olczyk zwróciła uwagę na to, że ze względu na różnice językowe polski system często nie radzi sobie z problemem żon-cudzoziemek, wykorzystywanych przez swoich mężów oraz – że (w kontekście walki z handlem ludźmi) organy prawa w dalszym ciągu źle funkcjonują. Fundacja zauważyła jednak, że od początku jej działalności poprawiła się świadomość psychologiczna w służbach mundurowych i prokuraturze, choć brakuje wyraźnej standaryzacji procedur i ich egzekwowania. Policjant, który nie użyje wskaźników, nie zostaje pociągnięty do odpowiedzialności. Z tych wszystkich względów szukająca pomocy ofiara przemocy może trafić na osobę dobrze przygotowaną do udzielenia tej pomocy, albo – w ogóle do tego nie przygotowaną. Jak powiedziano, wciąż jest to ruletka.

Kolejne tematy rozmowy – problem powierzania dzieci aktem notarialnym i problem handlu noworodkami (biologiczna matka rodzi dziecko i je oddaje). Irena Dawid-Olczyk zdecydowanie stoi na stanowisku, że w przypadku dzieci do 16. roku życia to sąd powinien podejmować decyzje odnośnie opiekunów.  

Aneta Pruszyńska