Polski English Français
Kongres Kobiet
Kongres Kobiet

  

Loading

Jasna strona mocy

Dodano: 31 maja 2016

Jasna strona mocy

– Co roku zostajemy z długą listą oczekiwań i żądań. Chciałabym jednak, żebyśmy wiedziały, że jeszcze nie wygrałyśmy, ale taki moment przyjdzie – tak podczas pierwszego dnia VIII Kongresu Kobiet mówiła Danuta Hübner. Mimo że Kongres już za nami, hasła #dołączdonas i #ratujmykobiety obowiązują

 

Zaczęło się niefortunnie. Jednym z pierwszym przemówień było wystapienie Wojciecha Kaczmarczyka odpowiedzialnego w rządzie za równe traktowanie. Pełnomocnik rozpoczął swoje przemówienie od zapewnienia, że państwo polskie dba o kobiety zgodnie z europejskimi standardami. Później było jeszcze gorzej. Kaczmarczyk powołując się na raport Fundacji Liderek Biznesu przekonywał, że w Polsce szklane sufity są przede wszystkim w głowach samych kobiet. Kiedy sala zaczęła skandować: “zejdź ze sceny", pełnomocnik obraził się i sarkatycznie dziękował za ciepłe przyjęcie. A później czym prędzej wyszedł z sali. "Pan pełnomocnik powiedział, co wiedział, i sobie poszedł" – skwitowała profesor Małgorzata Fuszara. "Skoro polskim kobietom tak wspaniale się żyje w Polsce, skoro mamy tak wiele praw i tak dużą wolność, to dlaczego nie przeprowadzają się do nas jeszcze kobiety ze Skandynawii czy Niemiec?" – pytała retorycznie. Na Kongresie w tym roku zabrakło pani prezydentowej Agaty Kornhauser-Dudy. Za to pojawienie się byłej prezydentowej Anny Komorowskiej wywołało owację na stojąco. I – mimo że Kongres z założenia nie opowiada się za żadną partią – dużo było w tym roku oceny rządów PiS. – Zupełnie mnie to nie dziwi. Wszystkie tutaj chyba czujemy to samo. Po raz pierwszy od lat boję się o siebie, o swoje dwie córki, o swoją mamę. Nie chcę żyć w kraju, w którym to rząd będzie decydował o tym, czy mogę przerwać ciążę, czy nie – mówiła podczas przerwy Ania z Olsztyna. Jest pielęgniarką. Na Kongres przyjechała już po raz trzeci. – Jestem tu ze swoją przyjaciółką. Ona jest pierwszy raz. Myślę, że teraz takie wspólne spotkania są kobietom potrzebne bardziej nie kiedykolwiek.  Podczas sesji "Polska, Europa, Świat – Gabinet Cieni Kongresu Kobiet" Danuta Hübner, premierka Kongresu Kobiet ze smutkiem opowiadała, że jeszcze niedawno w Parlamencie Europejskim wystąpienia polskich polityków słuchane były z uwagą i dużym zaangażowaniem. – Dzisiaj to wygasa. Stajemy się mniej szanowani, tracimy serce Europy – mówiła. Katarzyna Duczkowska-Małysz przekonywała: – Mimo tak trudnej sytuacji nie możemy się załamywać. Kobiety nie muszą wierzyć w nic i nikomu, ale muszą wierzyć w siebie! – Najważniejsze jest to, żebyśmy odwoływały się do takich wydarzeń z przeszłości z których możeby być dumni. – Nie zachowujmy się tak, żebyśmy później, kiedykolwiek musiały się za to wstydzić – przekonywała tymczasem profesor Małgorzata Fuszara, ministra ds. Równości Płci i Przeciwdziałania Dyskryminacji w Kongresie. Te wypowiedzi spotykały się z wielkim aplauzem sali. kobiety wiele razy spontanicznie biły brawo, krzyczały: – Tak jest! Nie poddamy się!.  Nie bez przeczyczyny w końcu hasło przewodnie tegorocznego kongresu brzmiało: "Po jasnej stronie mocy. Równość, aktywność, demokracja".

 

Ratujmy kobiety

– Dzięki antykoncepcji i edukacji seksualnej świat bardzo się zmienił. My się zmieniłyśmy. Stałyśmy się bardziej świadome, wolne, niezależne. Teraz rząd chce to zmienić. Chce powrotu starego świata bękartów, podrzutków i kobiet upadłych. Tego chcą przeciwnicy aborcji. Na tym im zależy. Ale my tego nie chcemy – tak podczas sesji "Alert dla Wolności" mówiła Kazimiera Szczuka. – Ratujmy kobiety – krzyczała publiczność. Wtórowały im założycielki ruchu "Dziewuchy dziewuchom", który w ciągu zaledwie kilku miesięcy zdobyły na facebooku ponad 106 tys. zwolenników. – Nasz ruch powstał całkowicie oddolnie. Powołałyśmy już 24 oddziały regionalnie. Walczymy o wolność kobiet, jesteśmy przeciwne zaostrzeniu ustawy aborcyjnej i nie chcemy się godzić na takie działania rządu – mówiła Joanna Filipiak. Jednocześnie podczas przemówień uczestniczek sesji wśród zgromadzonych na Kongresie Kobiet zbierano podpisy pod projekstem ustawy, która daje możliwość legalnego i bezpiecznego przerywania ciąży, zapewnia kobietom w ciąży pełną opiekę medyczną, wprowadza edukację w szkołach i dostęp do nowoczesnych metod antykoncepcji. Twórczynie kampanii "Moje ciało, moja broszka" przekonywały, że projekt całkowitego zakazu aborcji odziera Polki z godności. – Jakim prawem rząd ma nakazywać kobietom donoszenie ciąż zagrażających ich życiu? Dlaczego kobiety mają być zmuszane do rodzenia kalekich, niezdolnych do samodzielnego życia dzieci? Dlaczego mają rodzić dzieci z gwałtów? – Te, i wiele innych pytań zadawała ze sceny pisarka Manuela Gretkowska. – Jesteśmy najbardziej przedsiębiorcze w Europie, a jednocześnie najbardziej upokarzane. Zróbmy coś. Polka jest kobietą – przekonywała. Podczas jej wystąpienia każda kobieta obecna na sali otrzymała papierową torbę. – Na razie proszę nic do tych toreb nie wkładać – prosiła Gretkowska. – Nie ma naszej zgody na pisowski i kościelny model państwa, w którym kobiety nie mogą decydować o własnym losie. Powiedzmy "nie" działaniom ePiSkopatu – mówiła Gretkowska. – Kobiety w Polsce traktowane są tak samo, jak kobiety w krajach muzułmańskich, którym karze się nosić burki i traktuje się je, jak obywatelki drugiej kategorii. W Polsce małymi krokami wprowadza się prawny szariat. Dlatego mam taka propozycję. Weźmy te torby, wyrwijmy w nich mały pasek na oczy i pokażcie, że w Polsce nie mamy twarzy, nie mamy praw – mówiła Gretkowska. – Alert dla wolności!” – Dorota Warakomska, prezeska Kongresu Kobiet, w papierowej torbie na głowę wyszła na scenę.

Siła kobiet

Tegoroczny Kongres był być może bardziej "polityczny" niż ubiegłe edycje. Nie brakowało jednak paneli poświęconych także innym zagadnieniom. Kobiety planujące swoją karierę mogły uczestniczyć w panelu poświęconym najnowocześniejszym rozwiązaniam startupowym, dla artystek przygotowane zostało specjalne Centrum Kultury, gdzie dyskutowano między innymi o tym z czego i jak żyją artystki. Wielkim powodzeniem cieszyły się panele poświęcone rozwojowi osobistemu. Można było na nich porozmawiać o tym, jak walczyć ze stresem, jak zwiększyć samoakceptację i samoocenę i nie bać się być sobą. W Centrum Duchowym opracowanym przez psycholożkę Ewę Woydyłło-Osiatyńską rozprawiano tymczasem o uczuciach wyższych. Zajęcia, które rozpoczęły się w sobotę o godz. 9 rano zgromadziły więcej chętnych niż miejsc. Nikt nie został jednak odprawiony z kwitkiem. Krąg kobiet został poszerzony i wszyscy chętni mogli usłyszeć opowieści o tym, jak dbać o swoje duchowe życie i jak ważne jest, żeby obudzić w sobie uczucia wyższe, żeby być wyrozumiałym nie tylko dla innych, ale także dla siebie. – Kiedy ogarnia nas depresja i smutek musimy wokół siebie znaleźć coś, co doda nam duchowego ratunku" – mówiła Woydyłło i opowiedziała o swoim przyjacielu, sąsiedzie, który wielokrotnie, kiedy zdarzało jej się w życiu coś przykrego, lub kiedy coś szło nie po jej myśli, potrafił wskazać jej właściwą drogę, nie oceniał, ale służył radą. – Jedną z najważniejszych rzeczy w kontaktach międzyludzkich jest tolerancja. Musimy szanować przekonania innych ludzi, ale tylko do momentu, kiedy nasze granice nie są przekroczone – mówiła. Na koniec dodała: – Chciałabym, żeby każda z was wyszła z tych zajęć z zapaloną żarówką w głowie, żebyście umiały określić, co jest dla was najważniejsze w życiu, jakie wartości chcecie w sobie rozwijać – mówiła. Kolejną prowadzącą była Barbara Labuda. Polityczka, posłanka, ministra,  najczęściej wypowiada się na tematy polityczne. Tymczasem na tym Kongresie tematyka jej wykładu dla wielu była zaskoczeniem. – Przed wami Barbara Labuda. Zaprosiłam ją do tego panelu, ponieważ niewiele osób potrafi tak wspaniale opowiadać o duchowości, jak ona – powiedziała Ewa Woydyłło. – Chciałabym odpowiedzieć na pytania: Po co jesteśmy na ziemi? Czym jest Los? Czym jest Przeznaczenie? Te nie są wbrew pozorom pojęcia abstrakcyjne. Odpowiadając sobie na nie, możemy uporządkować świat, w którym żyjemy i podejmować lepsze decyzje – rozpoczęła swoje wystąpienie pani ministra. Kilkadziesiąt kobiet zgromadzonych w jednej sali przekonywała, że żaden człowiek nie pojawia się na ziemi przypadkowo. – Urodziłyśmy się tutaj, w takim ciele i z takim umysłem, bo tak właśnie zostało to zaplanowane. Nic nie dzieje się bez przyczyny. – Zdaniem Labudy do działania popycha człowieka dusza, która jest "bezkresną energią", która dojrzewa w poprzednich wcieleniach. – Oprócz duszy kieruje nami także ego. To ono nami rządzi. I jeśli ego nie ma kontaktów z duszą, to wtedy zapadamy na poważne choroby i depresję. Czy chcecie dalej posłuchać wykładu, czy wolicie przejść pewien proces? – zapytała prowadząca. – Proces!" – odpowiedziało wiekszość zgromadzonych w sali kobiet. – No to zamknijcie oczy. Wyobraźcie sobie, że jesteście na plaży, że wokół was szumi morze, czujecie ciepłe słońce. Jest pięknie i bezpiecznie. Koło was leżą porozkładane różne przedmioty, grabki, łopatki, wiaderka, muszle, wanny. Wszystko, co tylko możecie sobie wyobrazić. Wybierzcie któryś z tych przedmiotów i zacznijcie budować z piasku jakieś budowle... – kilkadziesiąt uśmiechniętych kobet siedziało z zamkniętymi oczami i z uwagą wysłuchiwały każdego słowa prowadzącej. Po kilku minutach można już było otworzyć oczy. Niektóre z kobiet natychmiast zaczęły opowiadać, co zbudowały i jakich narzędzi użyły. – To ćwiczenie ma wam pomóc pracować ze swoją duszą i z własnym przeznaczeniem. Odgadywać własne pragnienia – mówiła Labuda. Poradziła też, aby każdego dnia wieczorem szczegółowo podziękować za to, co nam się dobrego przydarzyło. – Trzeba mieć pozytywne nastawienie do ludzi i świata. Powinniśmy wytworzyć w sobie poczucie bezpieczeństwa. Służy temu kontemplacja, medytacja, w której pomaga także ćwiczenie oddechów, pod koniec dnia "świecka modlitwa” – podsumowanie tego, co się zdarzyło, szczególnie dobrych faktów i podziękowanie za to. Jest to swoisty reset. Dobrze jest w stanie głębokiego skupienia przenieść się do miejsca, które szczególnie się lubi i z którym wiąże się uczucie spokoju. Pięknym zwyczajem jest wysyłanie światła do ludzi, których się kocha, i otaczanie ich tym światłem – opowiadała Labuda. – Ona jest niesamowita! Jestem tak pozytywnie nastawiona po tym spotkaniu. Wydaje mi się, że mogę przenosić gory – opowiadała Basia z Łodzi. Po zakończeniu spotkania większość zebranych kobiet była rozczarowana, że minęły tak szybko. – Czy pani gdzieś prowadzi jakieś warszaty? – zapytała Grażyna z Warszawy. – Może, zobaczymy – uśmiechała się Labuda i cierpliwie odpowiadała na pytania kobiet, które ustawiły się do niej w długiej kolejce. – Pamiętajcie – wasze nastawienie do innych, do świata jest najważniejsze. Jeśli mamy dobre nastawienie, możemy zmieniać rzeczywistość – przekonywała Labuda. – Ale się cieszę, że tu przyjechałam. Jestem pierwszy raz, ale teraz już będę przyjeżdżała co roku. Ten Kongres naprawdę może zmienić życie – powiedziała Anna z Warszawy, 53-letnia bibliotekarka. – Nigdy nie jest za późno, żeby wszystko zmienić i żeby być razem – dodała. – Możemy coś osiągnąć tylko, gdy będziemy razem, wtedy mamy siłę – przekonywała na początku Kongresu profesor Fuszara. 5 tys. kobiet zarejestrowanych na tegorocznym Kongresie Kobiet z pewnością miały okazję tej siły doświadczyć. 

 

Tekst Iza Bartosz – dziękujemy!