Polski English Français
Kongres Kobiet
Kongres Kobiet

  

Loading

Letnia Akademia Kongresu Kobiet 2017 – była moc!

Dodano: 6 lipca 2017

Tegoroczna Letnia Akademia Kongresu Kobiet za nami. To już piąta edycja tych bardzo szczególnych warsztatów, spotkań, dyskusji i wspólnych aktywności kobiet. Po raz pierwszy odbyła się w całkiem nowej scenerii – w Wielkopolsce – w warunkach przyjaznych i sprzyjajacych integracji. Prawie 50 kobiet z całej Polski, ponad podziałami światopogladowymi, politycznymi, związanymi z wiekiem (uczestniczki miały od 20+ do 70 lat), wykonywaną pracą itd., uczestniczyło w zajęciach na temat solidarności kobiet (także w polityce), ekofemnizmu, przywództwa, herstorii, gendera, aktywności publicznej – wyborów samorzadowych, debatowania, autoprezentacji, kreowania wizerunku w internecie itd. Wśród 22 wykładowczyń (na trzech turnusach) były m.in. prof. Małgorzata Fuszara, Dorota Warakomska, Ewa Woydyłło, Małgorzata Okońska-Zaremba, Bianka Siwińska, Małgorzata Tkacz-Janik i Marta Lempart. Na każdym z turnusów odbyły się też prowadzone przez Joannę Piotrowską zajęcia Wendo (asertywność i samoobrona kobiet), a także mniej formalne spotkania z gościniami, wśród których były m.in. działające na rzecz kobiet, naszych praw parlamentarzystki oraz lokalne samorzadowczynie. Ale też np. ekspertka w dziedzinie kobiecej seksualności (Joanna Keszka).

Letnia Akademia Kobiet to także codzienna aktywność fizyczna (marsze z kijkami) i wieczorna integracja, czasem przy ognisku. To sieciowanie i wzmacnianie. Niesamowita energia, którą uczestniczki zabierają w rodzinne strony – razem z wiedzą, nowymi kontaktami i relacjami, które na pewno będą pomocne w budowaniu kobiecej solidarności i działaniu na rzecz kobiet i naszych praw.

 

A dlaczego trzeba działać na rzecz kobiet? I dlaczego ONE to robią? – Powiedziały nam niektóre uczestniczki LAKK2017.

 

Katarzyna Lisiecka

(Warszawska Kooperatywa Spożywcza, Stowarzyszenie Interwencji Prawnej)

Feministyczną postawę mam od bardzo dawna, ale w ostatnich latach mam też coraz silniejsze przekonanie o tym, że powinnam – po pierwsze – bardziej zaangażować się w głośne mówienie o tym, że kobiety są dyskryminowane w polskim życiu społeczno-politycznym, po drugie zaś – włączyć się w konkretne działania, mające na celu naprawę tej absurdalnej sytuacji. Uważam, że jako kobiety zbyt często zapominamy o tej niesprawiedliwości lub nawet lekceważymy ją, a tymczasem jest to duży, nierozwiązany problem zarówno nas – kobiet, jak i całego społeczeństwa, które na tym traci. Myślenie „magiczne” wielu kobiet w stylu: będę dobra i docenią mnie niezależnie od mojej płci – czasem się sprawdza, przeważnie jednak tylko nas zwodzi. Tolerujemy to, że ambitna kobieta musi zrobić o wiele więcej niż mężczyzna, aby awansować w strukturze społecznej. Tolerujemy zależność ekonomiczną kobiet od mężczyzn. Nie potrafimy przeciwdziałać zagrożeniom, jakie rodzą się na tym tle. Mamy wątpliwości, czy są do tego podstawy, czy wypada mówić o tym, że kobiety nie otrzymują tego, co im się należy – równych szans. A przecież jesteśmy ważne. I potrzebne. Dlaczego więc jesteśmy marginalizowane? Dlaczego musimy pracować więcej za mniejsze wynagrodzenia? Dlaczego nasza przedstawicielska demokracja preferuje przedstawicieli-mężczyzn? Na te pytania należy odpowiadać wprost.

Tegoroczny LAKK był dla mnie czasem, w którym ostatecznie konstruowałam w sobie te odpowiedzi, a przy tym uczestniczyłam w prawdziwej wspólnocie mądrych, empatycznych, doświadczonych zawodowo i życiowo kobiet, zdecydowanych na działania na rzecz zmian. Było to dla mnie niesamowite doświadczenie.

 

Beata Siemaszko

(Ogólnopolski Strajk Kobiet)

Kiedyś wściekały mnie uwagi: „Kto to widział, żeby dziewczynka łaziła po drzewach?!”, albo – jak to wygląda żeby dziewczynka miała takie poobijane kolana?!” Potem, jako mężatka, po dniu bez wytchnienia, słyszałam – podaj mężowi obiad, przecież przeszedł z pracy. Zawsze się buntowałam i zawsze spotykałam się z niezrozumieniem. Kobiety wieki temu wepchnięto w ciasną przestrzeń domowego mozołu i długo nie sposób było się z niego wyrwać. Dzięki feministkom powoli rozszerza się nasz świat i do niedawna sądziłam, że czeka nas wyłącznie progres. Okazuje się jednak, że prawa nie są dane raz na zawsze. Coś, co z trudem uzyskałyśmy, łatwo możemy stracić. Męczy mnie nieustane udowadnianie, że nie jestem gorsza od mężczyzn, bo nie jestem. Nie godzę się na inne traktowanie i pracuję nad tym, żeby inne kobiety poczuły to samo. Wtedy męski świat nie znajdzie w sobie aż tyle siły, żeby nam cokolwiek narzucać.

 

Agata Kobylińska

(Łódzkie Dziewuchy Dziewuchom, EduKABE)

Na rzecz kobiet działałam, zanim zaczęły być aktywne Dziewuchy. Wpółpracowałam (bardziej projektowo) z organizacjami, np. z Feminoteką w ramach Antyprzemocowej Sieci Kobiet, poza tym analizowałam genderowo podręczniki do edukacji przedszkolnej. Potrzebna była ta tzw. bomba (chodzi o próby zaostrzenia ustawy), która obudziła społeczeństwo, kobiety do działania. A dlaczego my, łódzkie Dziewuchy, mamy lokalną efektywność? Bo naprawdę bierzemy pod uwagę głos kobiet. One przyszły do nas i zobaczyły, że to nie jest tak, że teraz będziemy organizowały marsze i tylko krzyczały i protestowały, ale dajemy im głos. O tym, że to jest ważne, wiem z doświadczenia pracy w organizacji pozarządowej, swojej EduKABE, w której mamy kontakt z młodzieżą i dziećmi. I pytamy ich, co sądzą na różne tematy. Te dziewuchowe Mówinice feministyczne mają więc właśnie dzieki temu efekt, że pytamy kobiety: „Co wy sądzicie na ten temat?“, „Jak wam trzeba pomóc?“

W maju zorganizowałyśmy Marsz dla matek, by podkreślić, jak są dla nas ważne. W naszej grupie głównej działa jedna dziewczyna, która jest w ciąży, i mamy jedną matkę czteroletniej dziewczynki. Zrobiłyśmy spotkania organizacyjne, otwarte, na które przyszły matki i te siedem postulatów, które miałyśmy podczas Marszu to był ich głos, a nie nasze dociekania na temat. Właśnie to daje tę dużą efektywność.

Ostatnio można też zaobserwować ogromną aktywizację kobiet dojrzałych. Na naszych Mównicach one nareszcie mogły zabrać głos. Zobaczyły, że ktoś chce posłuchać ich historii – jakie trudności mają na co dzień. Mówiły, a potem nie zostawiamy ich z niczym – na zasadzie, że kończy się spotkanie i nie ma dalej tematu.

Współpracę z organizacjami pozarządowymi przedkładamy nad współpracę z organizacjami politycznymi. Na naszych marszach wypowiada się bardzo dużo ekspertek, które na co dzień pracują w organizacjach pozarządowych. Czyli jak mówimy o przemocy wobec kobiet, to bierzemy osobę, która ma kontakt z tymi, które doświadczyły przemocy. Prawa reprodukcyjne są istotne – mamy jasne stanowisko i jesteśmy za tym, żeby popierać projekt liberalizacji – ale mówimy nie tylko o tym. Bo kobiety mają tak dużo trudności w różnych innych sferach życia. A my dajemy im tę przestrzeń wypowiedzi i to buduje naszą lokalną efektywność. Mamy dużo sygnałów z kraju, a nawet z innych krajów, że nasze działania są widoczne, bo poruszamy ważne rzeczy od podstaw. Interesuje nas więc edukacja. Dlaczego ważne jest, żeby edukować dziewczynki na silne i pewne siebie dziewczyny. Jak edukować chłopców, żeby w przyszłości byli mężczyznami wspierajacymi. Bo chodzi o to, żeby nie zajmować się tylko jedna płcią, np. tylko dziewczynkami – to się nie uda. Wendo. Jedna z naszych koleżanek napisała w swojej firmie projekt, dzieki któremu dostałyśmy dofinansowanie właśnie na Wendo. I 24 zrekrutowane z grupy dziewczyny  zostały przeszkolone. Marsze, demonstracje są najbardziej spektakularne, ale istotne są też małe działania – np. właśnie Wendo, Rewolucyjne Kino Kobiet, w ramach którego pokazałyśmy film dokumentalny „Kobieta bez przestrzeni“. Nie było tłumu, ale nie szkodzi. Nawet jak dwie osoby będą miały ten tzw. klik i po projekcji podejdą do nas i będą chciały współpracować, to jest to bezcenna wartość.

Teraz też planujemy. W Łodzi odbędzie się Transatlantyk Festival – różne pokazy filmowe, wśród których będą też filmy pod hasłem „siła kobiet“. Będziemy uczestniczyć w tym wydarzeniu, robić warsztaty dla seniorek i seniorów oraz matek z dziećmi, bo to będzie taka pora dnia, że w dużej mierze będziemy mogły dotrzeć właśnie do nich. I takie działania oddolne, inicjatywy, edukacja to to, co się najbardziej liczy. Nie jest sztuką mówić, że jest źle. My chcemy pokazywać, co robić, żeby było lepiej.

Od wielu lat obserwuję, że dziewczynki są sojalizowane w specyficzny sposób – na osoby słabsze, bardziej uległe. Ta sytuacja – próba zaostrzenia prawa aborcyjnego – pokazała siłę kobiet, że są w stanie się solidaryzować i zadziałać wspólnie w jednym celu. I teraz musimy zrobić wszystko, żeby tego potencjału nie stracić, i oddolnymi inicjatywami, wydarzeniami edukacyjnymi dotrzeć do kobiet – by chciały coś zmienić. My nie zmienimy konkretnego dziecka konkretnej osoby, ale możemy kobiecie powiedzieć, co ona sama może zrobić, wychowując córkę. By nie mówiła jej, że złość piekności szkodzi. Żeby pozwoliła jej skakać po deszczu w kaloszach, by się ubrudziła i uchlapała, albo żeby mogła wdrapywać sie na drzewo. I żeby ją aktywizować do tego, że jeśli będzie chciała zajmować się przedmiotami ścisłymi, to niech to robi. Bo ma do tego prawo. Żeby dziewczynki w przyszłości były silniejsze, bardziej otwarte, startowały do polityki. Żebyśmy zaburzyły te procenty, które są, te dysproporcje w różnych gremiach decyzyjnych. Żeby osoby, które się oburzyły, edukować – by robiły coś dla swego małego podwórka, mieszkania. To według mnie jest klucz do sukcesu. Nie cały czas stanie na ulicy i krzyczenie. Bo w pewnym momencie ludzie się oswajają, przyzwyczajają i przestaja zwracać uwagę na to, co się dzieje. Wiekszą efektywność osiagniemy – według mnie – właśnie tymi oddolnymi inicjatywami. Choć za to, co się stało, bardzo dziekuję, bo obudziło się w nas społeczeństwo obywatelskie. To jedna z najbardziej pozytywnych rzeczy, która się wydarzyła. 

 

Aleksandra Knapik

(Łódzkie Dziewuchy Dziewuchom)

Wszystko zaczęło się od niezgody na proponowane prawo dotyczące zaostrzenia ustawy aborcyjnej. Zaczęłyśmy działać, żeby zmobilizować kobiety do protestu, by miały szansę wyrazić swoje zdanie, swój sprzeciw wobec tego, co miało się wydarzyć. Potem nasze działania poszerzyły się o edukacyjne – zapełniłyśmy lukę w lokalnej społeczności. W Łodzi jest np. Centrum Praw Kobiet, ale ono działa dla kobiet, które doznały i doznają przemocy, ale brakowało działań edukacyjnych, uświadamiajacych i wzmacniajacych kobiety. Tak, jak pokazywanie kobietom, że ich opinia i ich działania mają znaczenie. I właśnie to się realizowało przez nasze działania, takie jak Mówinice Feministyczne, na których kobiety stawały i opowiadały swoje historie. Często to był pierwszy raz, kiedy mogły publicznie zabrać głos, wypowiedzieć się na forum, skonfrontować swoją historie z historiami innych kobiet i poczuć, że nie są ze swoimi przeżyciami same.

Poza tym teraz potrzebna jest aktywizacja polityczna i zachęcanie do chodzenia na wybory, głosowania, żeby kobiety były świadome, że ich głos ma znaczenie. Pierwsze Mównice (w sumie było ich cztery) były związane z prawami reprodukcyjnymi, a potem były inne tematy. Ekspertki – psycholożki, naukowczynie, działaczki, prawniczki – miały krótkie prelekcje np. na temat przemocy. Mówiły ze swojej perspektywy o problemie, ale ważną częścią tego wydarzenia był też Hyde Park, podczas którego kobiety zadawały pytania, komentowały. A wszystko to w luźnej atmosferze klubo-kawiarni. Można było być z dziećmi… Jakaś kawa, herbata… Dziewczyny wstawały i mówiły o swoich  doświadczeniach.

Poza tym jako Dziewuchy zaczęłyśmy bardzo dobrze sieciować z innymi organizacjami, włączać się i propagować akcje lokalne, np. charytatywne, z Centrum Praw Kobiet, Fabryką Równości, Fundacjami - EduKABE, W człowieku Widzieć Brata i innymi. Przygotowałysmy np. paczkę świąteczną od Dziewuch dla jednej konkretnej rodziny, która doznawała przemocy i była pod opieka Centrum Praw Kobiet. Zbierałyśmy ubrania, rzeczy potrzebne w domu, ale też jedzenie. Został też dla tej rodziny kupiony laptop… Poza tym zbierałyśmy dary dla uchodźczyń i bezdomnych, materiały higieniczne dla więźniarek.

Same się zaktywizowałyśmy w kwietniu zeszłego roku i aktywizujemy kobiety dalej. Mamy różne doświadczenia, różne zawody – ja do tej pory nie przekładałam swojego doświadczenia zawodowego na aktywizm, ale napisałam projekt obywatelski szczepień HPV dla dziewczynek z Łodzi – tu moje doświadczenie po raz pierwszy przydało się w aktywiźmie.

   

 

I TURNUS - GALERIA 

II TURNUS - GALERIA

III TURNUS - GALERIA

 

Patronat honorowy: