Polski English Français
Kongres Kobiet
Kongres Kobiet

  

Loading

Stanowisko w sprawie ustaw i decyzji rządu

Dodano: 18 stycznia 2016

Stanowisko w sprawie ustaw i decyzji rządu

 

         Podjęte przez rząd i usankcjonowane przez parlament lub będące w trakcie procedowania decyzje żywo interesujące społeczeństwo budzą niepokój i zdumienie. Każdy zauważyć musi szaleńcze tempo przygotowywania aktów prawnych, brak dyskusji publicznej, nie uwzględnianie konsultacji z obywatelami lub instytucjami odpowiednio umocowanymi w całym procesie podejmowania decyzji. Wreszcie – wybór drogi ustanawiania decyzji (przedłożenie poselskie zamiast przedłożenia rządowego) sugeruje nie troskę o jakość prawa, dbałość o pozytywne rezultaty dla adresatów tych decyzji, ale zaniechanie procedur, pozbawienie możliwości wyrażenia bardzo istotnych opinii, na ogół zróżnicowanych i wskazujących właśnie na słabe strony proponowanych rozwiązań. To społeczne konsultacje i publiczny dyskurs nad problemem prowadzą do  poprawienia  sugerowanych pierwotnie rozwiązań i osiągnięcia tak istotnego w rodzących się demokracjach kompromisu społecznego. W Polsce tak się nie dzieje.

         Obiecanki wyborcze zdominowały racjonalne myślenie, pozbawiły rządzących zdolności prowadzenia jakiegokolwiek rachunku ekonomicznego (wszystko przecież musi kosztować i ktoś za to musi zapłacić!), nie pozwalają na prawidłowe oszacowanie kosztów społecznych „reform dobrej zmiany”, wreszcie – zamiast je łagodzić – podgrzewają do maksimum nastroje społeczne i konfliktują poszczególne grupy społeczne zainteresowane konkretnymi rozwiązaniami. Nawet więc gdyby sama idea była dobra – sposób jej realizacji jest nie do przyjęcia. Prawo też trzeba zmieniać zgodnie z prawem.

         Podjęte decyzje można oczywiście uszeregować według różnych kryteriów: kosztów, które powodują, zysków i strat społecznych, zagrożenia dla demokracji itp. Jak na razie wspólne jest im wszystkim  naruszenie pewnego porządku demokratycznego, dobrych praktyk przyjętych przy stanowieniu prawa i dbałości o standardy europejskiego państwa rozwiniętej cywilizacji zachodniej, do której przecież aspirujemy.

         Ustawa o sześciolatkach i zapowiadana kolejna reforma szkolnictwa powoduje zamiast stabilności dalsze niepokoje u rodziców, naraża dzieci na stresy i niepewność, w żadnym wypadku nie przyczynia się przez to do podniesienia poziomu nauczania. Drugą stroną medalu są nauczyciele i  inni pracownicy resortu oświaty, także samorządy – a więc wszyscy odpowiedzialni za jakość nauczania. Smutne, że przy takim ekspresowym tempie wprowadzenia ustawy od nich nic nie zależy, choć powinno. Znowu powstaje pytanie: kto za to zapłaci? My wszyscy: rodzice, podatnicy, ale i sami  rządzący utratą poparcie społecznego. Najgorzej, że zapłacą za to także dzieci i nie wyrówna tych strat nawet 500+ na dziecko.

I znowu – choć sama idea zwiększenia środków na dziecko jest dobra – to trzeba mieć wątpliwości, czy pomoc taka powinna przyjść w tej postaci. Ale dyskusji zabrakło – w wyborach obiecano, więc stało się. Gorzej, że przekonamy się jak działa ten mechanizm dopiero po jakimś czasie, a ponieważ ludzie każdą pomoc ze środków publicznych traktują jak przysługujące im prawo, to nie dadzą sobie tego odebrać, choćby wszystkie rachunki wskazywały na niezbyt wysoką skuteczność nowego „rodzinnego” dla zwiększenia liczby dzieci.

         Troska ta jest uzasadniona, bo w kolejce stoi następna puszka Pandory – obniżenie wieku emerytalnego. Już z szacunków wynika, ilu potencjalnie emerytów pojawi się w wyniku takich decyzji i ile to będzie kosztować budżet. I ciągle nie ma odpowiedzi, skąd na to wziąć. Może więc wyprzedzić obawy ekonomistów, ekspertów i samych zainteresowanych i otworzyć dyskusję z przekonującymi argumentami, dlaczego nie możemy krócej pracować? Taniej to i bardziej poprawnie ze społecznego punktu widzenia, bo kompromis, jaki się ukształtuje, wprawdzie nikogo nie zadowoli, ale zostanie osiągnięty wspólnymi siłami.

         Ludzi myślących (już nie mówię, że inaczej niż rząd, ale w ogóle myślących) irytują zmiany w mediach publicznych – należę do pokolenia, które dobrze pamięta różne czystki z rozmaitych przyczyn i zawsze kojarzą się one jak najgorzej. Czy nie można szanować prawa i rozstać się z dziennikarzami na takich zasadach, jak przewidują to ich kontrakty? Czy wymiatanie ludzi, jak śmieci, przyczynia się do budowania autorytetu władzy? Czy zawołanie na każdym kroku „polskie”, „narodowe”, „nasze” przyczyni się do lepszego wychowania młodzieży, wzmocnienia patriotyzmu, utożsamiania się z Polską, którą niewątpliwie wszyscy kochamy i życzymy Jej jak najlepiej?

         Szkoda, że „dobra zmiana” jest tylko zawołaniem Pani Premier, a milionom normalnych ludzi przynosi rozczarowanie, gniew, obawy co do przyszłości ich i ich rodzin oraz powody do demonstrowania na ulicach. Demokracja powinna się realizować poprzez właściwe do tego instytucje, także obywatelskie, a nie poprzez kryteria uliczne.

 

Katarzyna Duczkowska-Małysz

Ministra Rolnictwa i Rozwoju Obszarów Wiejskich w Gabinecie Cieni Kongresu Kobiet

Ekonomistka, profesorka zwyczajna, dr habilitowana nauk ekonomicznych, pracuje w Katedrze Analizy Rynków i Konkurencji w Szkole Głównej Handlowej, była wiceministra rolnictwa.