Nauczycielki radzą sobie same. Relacja

Siedzę w domu i cieszę się…., bo mam szansę udowodnić, że jestem dobrą wychowawczynią i nauczycielką!


Czas zawieszenia zajęć rozpoczyna się od informacji, że mamy przygotować materiały do pracy z uczniami w domu i je przekazać za pośrednictwem strony internetowej, wiadomości tekstowych do rodziców (sms), telefonicznie. Nikogo jeszcze nie zastanawia, jak to będzie wyglądać w rzeczywistości. Już rwiemy się do pracy i następnego dnia pojawiają się zadania na stronie internetowej.


A ja, jako wychowawca w szkole podstawowej, w której nie działa dziennik elektroniczny, chociaż szkolenie było i dziennik uzupełniamy, ale rodzice nie mają na ten czas do niego dostępu, zaczynam się zastanawiać czy dam radę?


Przez cały tydzień odbieram telefony od rodziców: nie znają nawet adresu strony, nie wiedzą, jak się poruszać w świecie Internetu, nie mają komputera, drukarki albo Internetu.


Pracuję na prywatnym komputerze, korzystam z prywatnej drukarki, tuszu i papieru, to ja płacę rachunki za prąd, telefon i dostęp do Internetu. Mogę oczywiście jechać do pracy i korzystać ze sprzętu w pracowni komputerowej, ale nadal z prywatnego konta, nie mam służbowego maila, służbowego telefonu, więc wybieram siedzenie w domu, ale kiedy wysyłam zdjęcia z podręczników i stron z zeszytu ćwiczeń, bo niektórzy uczniowie zostawili je w szkole, pojawiają się wątpliwości czy działam zgodnie z prawem? Nasza szkoła nie ma dostępu do e-podręczników, z których korzystamy. Nie wykluczam żadnego ucznia, znajduję sposoby, żeby każdy miał dostęp, choćby przez podyktowanie pracy przez telefon czy nagranie głosowe. Marzę o lekcji online, ale przypominam sobie o moich uczniach i ich sytuacji domowej i wracam do pracy. Nagrywam filmiki, aby uatrakcyjnić przekaz prac wykonywanych w ramach utrwalania materiału, ale zaraz po tym muszę wszystko opisać w „dokumentacji pracy zdalnej nauczyciela z uczniami w okresie ograniczenia funkcjonowania szkół, w związku z koniecznością zapobiegania rozprzestrzeniania się koronawirusa” i przekazać do określonej godziny dyr. szkoły.

Rozsyłam prace dla trzech klas przez utworzone grupy (Messenger), dodatkowo przesyłam je rodzicom, bo prosili mnie o to na początku tygodnia w celu kontroli.


I codziennie ta sama sytuacja: jeszcze nie zdążę rozesłać wszystkim, odpowiedzieć na pytania dzieci , a już rodzice przesyłają mi zdjęcia prac uczniów z pytaniem: czy dobrze? Wprowadzam zasady, że do 20.00 odpowiadam na pytania, kiedy o 01.09 rodzic przesyła mi maila, a zaraz po tym pisze smsa, że jeśli nie będę mogła odczytać, to on przepisze i wyśle jeszcze raz.


Łączę się z uczniami przez Messenger, próbuję wideorozmowy, sześciu uczniów odpowiada. Marzył mi się TVN. Nie jestem przygotowana do takiej porażki. Łączę się telefonicznie lub poprzez wideorozmowy w piątek z każdym dzieckiem lub rodzicem pojedynczo i ku mojemu przerażeniu mówią, że się nudzą, ale najważniejsze siedzą w domach. Rodzice często zza dzieci dopowiadają, że „Staś” nie odrabia prac, nie czyta, nic nie chce robić, a ja rozpoczynam kolejną lekcję wychowawczą.


W nocy otrzymuję maila, że moja szkoła być może zdecyduje się na uruchomienie dziennika elektronicznego. Uff, będzie łatwiej myślę sobie. Czekam na udogodnienie i kolejne rozporządzenie czy mam te wszystkie prace, które są mi przesyłane oceniać czy nie. Mój osobisty komputer to baza danych ponad 70 uczniów i ich rodziców, to zdjęcia podręczników, które udostępniam, łamiąc prawo autorskie.


Czy moja szkoła jest przygotowana do prowadzenia zajęć online?

Zważywszy, że dopiero od miesiąca mam w klasie dostęp do Internetu na kabelek, który wtykam tylko przy biurku do mojego prywatnego laptopa, a kiedy chcę obejrzeć film, muszę odłączyć przewód (bo za krótki) i podłączyć laptopa do telewizora, (Jedyny płaski telewizor w szkole, nie licząc monitoringu u dyrekcji!) zakupionego przez moich cudownych klasowych rodziców i udostępnić własny Internet, z całą stanowczością mogę odpowiedzieć, że nie! Polska szkoła nie jest przygotowana na taki scenariusz i choć cyt. prezesa NBP „fizycznej gotówki mamy nieprzebrane ilości” nie ma pieniędzy na zakup potrzebnego sprzętu, ale znając nauczycieli poradzą sobie!


Udowadniamy, że potrafimy i kolejny raz jesteśmy za to nagradzani – hejtem i podejrzliwością!

Autorka: Aneta Bartosiak

0 wyświetlenia

ul. Mokotowska 17/33

00-640 Warszawa

biuro@kongreskobiet.pl

  • Czarny Twitter Ikona
  • Facebook
  • YouTube
  • Instagram
ZAPISZ SIĘ DO NEWSLETTERA

STOWARZYSZENIE KONGRES KOBIET

© 2019 by Stowarzyszenie Kongres Kobiet